Marek Witkowski: Czasami porażka więcej uczy niż zwycięstwo

Tak naprawdę z piłką nożną nie rozstał się nigdy. Gra na pomocy w drużynie Oldbojów, jest opiekunem Stadionu Miejskiego i trenuje w Młodzieżowej Akademii Piłkarskiej. Z Jeziorakiem wywalczył awans do II ligi dwukrotnie, najpierw jako zawodnik, a później jako trener. Marek Witkowski to z nim miałem przyjemność rozmawiać. Zapraszam do lektury Adrian Kierzniewski

W wieku 18 lat zaliczyłeś debiut w pierwszym składzie Jagielloni Białystok w najwyższej klasie rozgrywkowej. Jak przywitała Cię szatnia, jak wyglądało twoje wejście do seniorskiej piłki?

Pamiętny dla mnie mecz, przeciwko drużynie Szombierek w Bytomiu. Ekstraklasa, debiut w wieku 18 lat. Pamiętam to w samych superlatywach, w takim wieku udało mi się awansować do pierwszego zespołu prowadzonego przez trenerów z Ekstraklasy, co było dla mnie wyróżnieniem. Z szatnią nie mieliśmy problemów, w tych czasach klub stawiał na wychowanków i tacy zawodnicy jak Robert Kądzior, Dariusz Drągowski czy Mirosław Dymek byli już wtedy bardzo dobrze ukształtowani piłkarsko. Duża grupa zawodników z juniorów starszych dostawała szanse gry w pierwszym zespole w Ekstraklasie. Ja również dostałem taką szanse i w jakimś stopniu ją wykorzystałem. W następnych spotkaniach ekstraklasowych grałem już przy kilku tysięcznej widowni. W moim pierwszym roku dla Jagielloni utrzymaliśmy ekstraklasę w Białymstoku.

Jagiellonia Białystok przed startem rundy wiosennej sezonu 1991/92 w II lidze. W dolnym rzędzie drugi od prawej Marek Witkowski. Fot. reprezentacja1921.pl

Do Iławy trafiłeś właśnie z Jagiellonii. Jezioraka trenował wówczas Marek Czachorowski, trener starej szkoły, lubiący swoich zawodników przegonić. Wracasz czasami wspomnieniami do tamtego Jezioraka?

Na pewno są to jedne z najlepszych wspomnień w mojej karierze. Czasy piłkarskie szybko mijają, a trenerem, który lubił nas pogonić był pan Leszek Dudkiewicz, który był drugim trenerem i trenerem od przygotowania motorycznego. Nawet, gdy  teraz się spotykamy, wspominamy dawne czasy. Ma on końskie zdrowie i zaskoczyłby niejednego adepta piłki nożnej swoim zaangażowaniem, sercem i do dnia dzisiejszego daje dla Jezioraka wszystko co najlepsze. Jak wspomniałeś pierwszym trenerem był pan Marek Czacharowski. Zrodziła się wtedy fajna ekipa, która była jak jedna rodzina. W Iławie był klimat na piłkę nożną na wysokim poziomie, o czym świadczą późniejsze wyniki Jezioraka. Klub wychował wielu piłkarzy, którzy rozjechali się po całej Polsce, ale mimo wszystko wracają w rodzinne strony, aby przekazywać swoje doświadczenie i wiedzę młodym adeptom piłkarskim.

W 1995 roku przeszedłeś do Petrochemii. Chyba wtedy kusiło w Płocku, że pensje wpadają regularnie, miesiąc w miesiąc, co stanowiło u wielu ligowców luksus. Ciekawe, że przecież Jeziorak wtedy awansował do II ligi i zyskał potężnego sponsora w osobie pana Piotra Wieczorka. Tymczasem okazało się, że to był łabędzi śpiew, a nie fundament czegoś trwałego.

Pana Piotra Wieczorka znam tylko z opowieści, widywałem go na meczach, w których grały nasze drużyny. Jednak nie mieliśmy okazji się poznać. Jeśli chodzi o transfer do klubu z Płocka to też jest trochę inna historia z moim odejściem. Po awansie wywalczonym w meczu barażowym przeciwko Radomiakowi Radom wszyscy w Jezioraku byli bardzo zadowoleni i głodni drugoligowych emocji. Nikt nie chciał odchodzić z klubu, ja też nie chciałem  mimo, że różnie bywało, ale tak jak już wspomniałem atmosfera w klubie sprawiała, że chcieliśmy tu grać. Jednak stało się inaczej. Ówczesny prezes i dyrektor klubu pan Benedykt Gac nakłaniał mnie przez tydzień żebym się zgodził. Po prostu sprawy odnośnie finansów w klubie zaszły za daleko. W końcu przyjechał do mnie i zakomunikował, że zostałem sprzedany do Petrochemii Płock. Jeziorak potrzebował pieniędzy na budowanie nowej karty historii w drugiej lidze, gdzie jak wiadomo koszty były większe. Pamiętam, że zaraz po mnie został sprzedany Arek Klimek do Stomilu Olsztyn. Pojawili się nowi piłkarze razem z panem Wieczorkiem, który chciał zbudować większą piłkę w Iławie.

A jak wyglądała sytuacja z przeskokiem sportowym, czy poziom piłkarski w Petrochemii był dużo większy niż w Jezioraku?

Nie, wbrew opiniom zespół Petrochemii w którym miałem możliwość grania był po spadku z Ekstraklasy. Trwała przebudowa, dużo dobrych zawodników zrezygnowało z gry w II lidze. Klub chciał postawiać na wychowanków i podeprzeć się paroma zawodnikami z Polski typu: Krzysztof Koszarski, Andrzej Przerada, Mirosław Milewski.  Mówiąc obiektywnie w tym momencie zespół Jezioraka był o klasę lepszy. Drużyna była na fali, do tego wzmocniona piłkarzami z Olsztyna miała za sobą bardzo liczną iławską publiczność.

27.05.2005 Przed meczem Jeziorak Iława – DKS Dobre Miasto

W 2003 roku wróciłeś już do innego Jezioraka. Jakbyś opisał swoją rolę boiskową po powrocie?

Do Jezioraka powróciłem w podwójnej roli: piłkarza i trenera grupy młodzieżowej. Przydarzyła mi się brzydka kontuzja podczas gry w KSZO Ostrowiec Świętokrzyski. W meczu z Rakowem Częstochowa zerwałem ścięgno Achillesa. Obecnie leczenie takiej kontuzji trwa około 6-7 miesięcy, w moich czasach nie było takich metod lekarskich i kontuzja wyłączyła mnie z gry na półtora roku. Dodatkowo były problemy z moją kartą zawodniczą, którą posiadał właściciel klubu z Płocka. Nie było wtedy jeszcze w Europie i na świecie prawa Bosmana, teraz wygląda to zupełnie inaczej. Zawodnik po wygaśnięciu kontraktu jest wolnym agentem i może iść gdzie chce, żaden klub nie musi płacić odstępnego. Próbowałem wrócić do grania, ale sam wiedziałem, że  jest to już  granie na pół gwizdka. Poza tym młodzi piłkarze, którzy wtedy grali tacy jak: Dawid Kowalski, Tomasz Sedlewski, Łukasz Suchocki, Krzysztof Kressin, Kamil Jędrzejewski, czy też obecny trener Jezioraka Wojciech Figurski to była grupa zawodników mocno wchodzących do pierwszego zespołu. Było widać, że będą grali na wyższym poziomie.

Twoje słowo, słowo ekstraklasowego piłkarza, ważyło w szatni więcej niż zwykłego piłkarza?

Nie, od początku grania w piłkę byłem nauczony dyscypliny. W wieku 14 lat wyjechałem do szkółki piłkarskiej, więc ta dyscyplina była potrzebna, trzeba było znaleźć kompromis. Nie można było mieć „much w nosie” i twierdzić, że wszystko się najlepiej robi. Piłka nożna jest grą zespołową, trzeba być dumnym ze zwycięstw a pokornym po porażce. Ważne, żeby po meczach powiedzieć sobie co zrobiło się dobrze a co źle, każda porażka czegoś uczy.  To jest wpisane w każdy sport, porażka powinna być lekcją z której wyciągamy wnioski na następne spotkania, miesiące a nawet lata. Zwycięstwa cementują drużynę, ale czasami porażka jest ważniejsza niż zwycięstwo.

W galerii pamiętnych meczów Jezioraka trochę zapominamy o tym, że w roli trenera wywalczyłeś awans do nowej II ligi. Co najbardziej zostało Ci w pamięci z tamtego wielkiego wydarzenia?

PZPN podjął decyzję w związku z reorganizacją rozgrywek, że mistrzowie grup czwartoligowych będą mieli szanse występować o dwie klasy wyżej. Praktycznie do ostatniej kolejki biliśmy się o mecze barażowe. Wygranie IV ligi to zasługa całego zespołu, nie byłoby tego sukcesu bez pomocy starszych zawodników takich jak Tomek Staniszewski w bramce, Sławek Święcki na stoperze, Paweł Pasik jeden z najlepszych wychowanków w historii klubu, Tomek Radziński będący podporą pomocy. To był zespół bardzo dużej mieszanki młodości z zawodnikami już ukształtowanymi. Do dzisiaj pamiętam mecz z Huraganem Morąg i wyprawę kibiców do Morąga, gdzie przegrywaliśmy ale Paweł Pasik w końcówce zapewnił nam zwycięstwo. Nie chcieliśmy trafić na Unię Tarnów. Był to zespół, który wygrał grupę małopolską. Drużyna bardzo powiązana z krakowskimi klubami, z których często wypożyczano piłkarzy. Trenerem Unii był Aleksander Brożyniak trenujący kiedyś Wisłę Kraków. Wiedzieliśmy, że nie grają tam przypadkowi ludzie. Działacze dzwonili od razu po losowaniu, na kogo trafiliśmy dowiedzieliśmy się z radia, gdy prowadzący powiedział „Jedna z par barażowych Unia Tarnów – Jeziorak Iława”. Kibice byli zadowoleni z tego co osiągnęliśmy, nie nastawialiśmy się na wygraną, miała to być ”wycieczka do Tarnowa”, potem mecz w Iławie i przygotowujemy się do mocnej III ligi. Pierwszy mecz zakończył się wynikiem 1:0 dla Unii, ale wcale nie byliśmy zespołem słabszym.  Po meczu na gorąco powiedzieliśmy sobie, że drugiego barażu w Iławie nie odpuścimy.  Na meczu rewanżowym iławska publiczność dopisała. Na stadionie zjawiło się ok. 5 tysięcy ludzi mimo, że był to środek tygodnia. Chłopacy zagrali jeden z lepszych meczów w historii pod względem taktycznym, ambicjonalnym i piłkarskim. W 67. minucie po podaniu Tomka Radzińskiego do Bartka Dobrońskiego prowadziliśmy 1:0 i straty zostały odrobione. Końcówka meczu to były szachy, wiedzieliśmy, że zadecyduje dogrywka. Nie wszyscy mogą pamiętać, młodsi kibice na pewno nie będą. Był moment przy stanie 1:0, gdy dwóch zawodników Unii wyszło sam na sam na bramkę Tomka Staniszewskiego. Naszego bramkarza ograli i praktycznie cała tarnowska ławka rezerwowych zaczęła się cieszyć. Na miejscu był jednak Sławek Święcki, który z niesamowitą ambicją i wolą walki rzucił się na piłkę i wybił ją z samej linii. To była sytuacja, która dała chłopakom wiarę w to, że damy radę. W dogrywce żaden zespół nie stworzył klarownej sytuacji. I słynna seria rzutów karnych, rzadko kiedy na 13 strzelonych karnych wynik kończy się 2:1. Niesamowita postawa Tomka Staniszewskiego, który dwa razy obronił decydujące strzały zawodników Unii, gdzie wystarczyło, żeby strzelili i byłby koniec. Te dwie sytuacje były newralgiczne w tym spotkaniu. Euforia w zespole i wśród kibiców była ogromna, bardzo młody zespół ograł faworytów.

14.06.2008 Pierwszy mecz barażowy o II ligę Unia Tarnów – Jeziorak Iława

Czym się obecnie zajmujesz?

Dziś wiele rzeczy jest na mojej głowie, ale bardzo się z tego cieszę, że jestem przy piłce i piłka cały czas jest obecna w moim życiu. Pracuję w Iławskim Centrum Sportu, Turystyki i Rekreacji. Z ramienia władz miasta zajmuję się Młodzieżową Akademią Piłkarską ITS Jeziorak i w jakimś stopniu za nią odpowiadam. Oczywiście nie sam, wraz z grupą trenerów odpowiadamy za szkolenie kolejnych adeptów piłki nożnej w Iławie. Stworzyliśmy fajną ekipę trenerską, z korzyścią dla Akademii, która myślę, że na dzień dzisiejszy jest jedną z lepszych w województwie. Doszliśmy do tego, że na jedną drużynę przypada jeden trener, co pozwala skupić się na rozwoju zawodników. Jako nieliczni otworzyliśmy na Warmii i Mazurach szkółkę piłkarską dla dziewczyn w wieku 4-8 lat. Prowadzona jest przez trenera III ligi kobiet Łukasza Gurowskiego. Do tego zajmujemy się przygotowywaniem obiektów sportowych w Iławie, żeby nasza młodzież mogła trenować w dobrych warunkach.

Czego zazdrościsz dzisiejszym ligowcom?

Trzeba zazdrościć im tego, że są ligowcami. Obecnie kluby są dobrze zarządzane i zorganizowane. Są to spółki akcyjne czyli firmy piłkarskie. Pamiętam z moich czasów piłkarskich nie było tylu zawodników z obcych krajów. Jak ktoś był obcokrajowcem to wiadome było, że będzie grał w klubach typu: Wisła Kraków, Widzew Łódź, Legia Warszawa. Dzisiaj de facto piłka nożna w Ekstraklasie jest zdominowana przez zagranicznych piłkarzy. Dobrze, że PZPN poszedł w kierunku ogrywania młodzieży, bo kiedyś było to nie do przyjęcia. Dzisiaj młodzieżowiec gra i jest to szansa dla wychowanków klubów, zawodników uzdolnionych. Grają na wspaniałych stadionach, których kiedyś nie mieliśmy. Obiekty dysponujące dobrą bazą treningową.

Dobre słowo dla młodych adeptów piłki nożnej?

Nie dać się, być sobą i jak najwięcej trenować. Trening, mecz i całą piłkarską przygodę traktować jako jeden z etapów życia. Każdy młody zawodnik powinien być świadomy, że ma przed sobą całe życie, może grać, może kochać tą dyscyplinę, może trenować. Jest wiele osób chcących uprawiać ten sport ale z powodu chorób czy kontuzji nie mogą tego robić. Młodzi piłkarze powinni być z tego dumni, każdy piłkarz powinien z pasją przychodzić na treningi, a nie dlatego, że rodzicie albo trener mu każą. Bez względu na pogodę, czy to śnieg czy deszcz iść na trening. Za czasów trenerów Marka Czacharowskiego i Leszka Dudkiewicza, żeby trening się nie odbył nie wiem co musiałoby się stać.. Chyba ktoś musiałby zaorać boisko albo poprzebijać nam wszystkie piłki.

Rozmawiał Adrian Kierzniewski

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.
Akceptuje
Więcej informacji