Kazio, jakiego nie znaliście. Pamięci Kazimierza Paluszewskiego

Skakał ze spadochronem, służył w formacji błękitnych beretów, grał w piłkę, uprawiał inne sporty… Dziś minął tydzień, od kiedy pożegnaliśmy Kazimierza Paluszewskiego, wieloletniego działacza, wiceprezesa, dyrektora i prezesa Jezioraka. Kazik był również wiceprezesem Warmińsko-Mazurskiego Związku Piłki Nożnej, człowiekiem wielu pasji, osobą niezwykle skromną. Wspomnieniami dotyczącymi zmarłego 17 stycznia honorowego prezesa klubu, podzielił się z nami Artur Paluszewski, bratanek.

Opowiem Wam o Kaziku, moim ukochanym stryju, jakiego mogliście nie znać. Jego skromność nie pozwalała mu na chwalenie się, choć tak wiele zrobił dobrego dla innych. – mówi Artur Paluszewski.

Kazimierz Paluszewski przyszedł na świat w małej miejscowości Chrapoń pod Żurominem 73 lata temu. Na świecie czekał na niego 3 lata starszy brat Jaś, z którym był nierozłączny do ostatnich godzin swego życia. Szkołę podstawową rozpoczął w rodzinnej miejscowości. Ostatnią klasę ukończył we Frednowych pod Iławą, gdzie pod bacznym okiem swojej ciotki Janiny i jej męża Feliksa Żmudzińskiego przygotowywał się do szkoły średniej. Naukę kontynuował w iławskim  „Żeromku”,  gdzie dał się poznać jako miły, uczynny, wesoły i niezwykle wysportowany uczeń. Tu odnotował swoje pierwsze oficjalne rekordy, które pozostały do dzisiaj  niepobite przez kolejne pokolenia uczniów.

Podczas zawodów tenisistów stołowych w połowie lat 80. Kazimierz Paluszewski stoi pierwszy z prawej.

Po liceum odbył pełną służbę wojskową w formacji błękitnych beretów, elitarnej jednostce powietrznodesantowej.

Po wyjściu z wojska rozpoczął studia w Olsztynie na Wyższej Szkole Wychowania Fizycznego. Grał w piłkę ręczną, piłkę nożną, uprawiał lekką atletykę i osiągał dobre wyniki w siatkówce. Jego drużyna zdobyła wicemistrzostwo Polski nauczycieli. Ówczesna Gazeta Olsztyńska (wówczas Głos) okrzyknęła Kazika najbardziej utalentowanym i wyróżniającym się studentem-sportowcem. Regularnie przyjeżdżał do Iławy, by wspierać lokalną, trzecioligową drużynę siatkówki w trakcie rozgrywek.

„Kazik” (trzeci z dołu od prawej strony), przez wiele lat był także czynnym sportowcem.

Równolegle uprawiał piłkę nożną w Rudzienicach w zespole Czarnych, który notabene został założony przez Jego dziadka Stefana Rabczyńskiego. Po studiach wraca do Iławy, gdzie za namową brata rozpoczyna służbę w więziennictwie. Początkowo pracuje jako wychowawca, na emeryturę odchodzi w stopniu kapitana ze stanowiska Kierownika Działu Penitencjarnego. Dumnie i godnie nosi mundur. Szerzy kulturę fizyczną wśród pracowników zakładu, ale i osadzonych. Dwukrotnie zdobywa w drużynie z bratem Janem i kolegami mistrzostwo Polski w siatkówce Służb Więziennych. Kilka lat z rzędu w sezonie wakacyjnym pracuje jako oficer Kulturalno-Oświatowy w Kikitach pod Barczewem. Tam bawi swoim humorem, zaraża pozytywną energią wczasowiczów. Gra w iławskim Jezioraku w ping-ponga, osiągając dobre wyniki w drugiej lidze. 

Lata 80. Podczas Walnego Zebrania, wówczas ZKS „Jeziorak”.

Już wtedy Kazika pochłania Jeziorak – drużyna piłkarska. Jest dla Niego całym życiem. Każdą wolną chwilę spędza na stadionie. Wykorzystuje swoje znajomości do poszukiwania sponsorów. Uczestniczy w życiu piłkarzy, jest dla nich mentorem, ale i kolegą. Zawodnicy i działacze zawsze mogą na Niego liczyć. Kazik ciągnie ku sukcesowi swoją ukochaną drużynę. Grają wreszcie w II lidze. Jest z Jeziorakiem na dobre i na złe. Nawet wtedy, gdy zaczyna dziać się nie najlepiej, jest jednym z niewielu, który nie opuszcza w kłopotach swojego klubu. Nastawia i pierwszy i drugi policzek, nie ucieka, wciąż wierzy, że będzie lepiej. Kłopoty przepala papierosami, co mocno obciąża Jego organizm. Podupada na zdrowiu, nigdy nie prosi jednak o pomoc. Najbliżsi muszą wręcz zmuszać Go do sięgania po fachową poradę. Za to Kazik zawsze wyciąga rękę do innych w potrzebie. Jest otwarty i chętny do wspierania ludzi. Zawsze elegancko ubrany przyciąga ciepłą osobowością. Ma co opowiadać i robi to z humorem. 

Kazimierz Paluszewski całe dnie spędzał, pracując dla Jezioraka.

Dużo czasu spędza na grzybach i rybach, uwielbia przyrodę. Co ciekawe nigdy nie je złowionych sztuk, za to zawsze dzieli się nimi z rodziną i przyjaciółmi. Pobił wiele rekordów za życia, w tym ten ostatni, w odejściu z tego świata. Zaledwie w kilka godzin po tym, kiedy jego organizm załamał się pod ciężarem przewlekłej choroby, nasz kochany Kaziu odszedł…

Podczas spotkania honorowych prezesów, 23 stycznia 2018 r.

Nie do wiary, że już nie ma Jego fizycznie. Jednak będzie żył w nas tak długo, jak pamięć o nim, a my na pewno nie zapomnimy. Pożegnali Go w kościele przyjaciel od lat ks.Prałat Tadeusz Lewdarowicz i najbliższy kuzyn ks.prof. Marek Żmudziński, dając nam nadzieję w wierze na ponowne spotkanie gdzieś tam, na niebiańskim boisku.

Legenda Jezioraka i iławskiego sportu spoczęła w jednym grobie ze swoimi rodzicami. Tak jak chciał, na zawsze z flagą Jezioraka, którą podarowali kibice.

Kaziu, był otoczony do ostatnich chwil wieloma życzliwymi osobami, którym wyrażam wdzięczność w imieniu rodziny za wielkie wsparcie.

Dziękujemy za liczne przybycie na ostatnie pożegnanie piłkarzom, kibicom i działaczom Jezioraka. Flaga klubu spoczęła w grobie z Kazikiem, tak jak chciał. Na zawsze z Jeziorakiem.

Zapamiętamy go jako skromnego, dobrego, uśmiechniętego i ofiarnego człowieka.

Pamięci Kazimierza Paluszewskiego 14.01.1949 – 17.01.2022

Artur Paluszewski 

Red. Karol Synowiec

Foto: Archiwa własne

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.
Akceptuje
Więcej informacji